USA przewodniki

Nie taka podróż daleka z dziećmi straszna jak ją malują

W końcu jesteśmy na miejscu. Jest 00:15 czasu lokalnego, czyli 6:15 rano w Polsce.

Na lotnisku w Londynie mieliśmy przygodę – jak to my 🙂
Przy boardnigu jest ostatnia kontrola paszportowa i wtedy to system komputerowy losowo wybiera pasażerów do kontroli osobistej => random personal body check.
No i oczywiste, że padło na nas, a dokładnie to komputer wylosował młodszego syna, lat 3,5. W tym przypadku dozwolona była kontrola z rodzicami, więc udaliśmy się na kontrole osobistą naszego synka.
Angielka wolno i wyraźnie mówiła do niego: take your hands up, ale synek mimo jej starań nie zrozumiał, że ma podnieść ręce.
W końcu rozłożył ręce, a pani z pełna powagą przeszukała go na okoliczność posiadania broni, niebezpiecznych substancji oraz oznak bycia terrorystą.

Potem poszło już jak po maśle… wsiedliśmy do nowiutkiego Boeinga 777 i polecieliśmy do NYC, tam przesiadka do Orlando. Szkoda tylko, że 4 godziny musieliśmy czekać na samolot, ale nic. Już po wszystkim.
Oficjalnie udzielam pochwały moim synkom, którzy nie płakali, nie marudzili i nie narzekali mimo,że z niewiadomych powodów przenośne DVD przestało działać.

Jutro odpoczywamy, a właściwie regenerujemy się.
Dzieci już widziały basen ,więc nie będzie niespodzianek, gdzie pójdziemy zaraz po śniadaniu.

A upal jest niewiarygodny.A to noc, strach się bać co będzie w dzień.

PS. Obiecałam kolegom,że napisze jakie mamy auto – tak więc Jeep Commander, SUV 4×4. Musimy się nauczyć jeździć ciężarówką. Nam się podoba, tylko młodszy syn ma obiekcje, bo chciał, żeby był niebieski samochód, a na stanie był tylko srebrny metalik 🙁 My nie narzekamy.

Gosia

O tej wersjiGosia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *